15 listopada 2018

IV Zlot "Góry bez granic" - Beskid Mały: Chrobacza Łąka, Góra Żar i Potrójna


IV Zlot "Góry bez granic"
Beskid Mały: Chrobacza Łąka, Góra Żar i Potrójna 
9-10 września 2018 r.

Obrazek
(fot. RobertJ)

Trochę upłynęło już od tego wydarzenia, a ja ciągle siedzę w zaległych relacjach. Wycieczka w Beskid Mały odbyła się dzięki zlotowi forum "Góry bez granic", który miał miejsce w Chatce pod Potrójną. Jako, że w Beskidzie Małym nie byłem jeszcze nigdy, a ogólnie w Beskidach bywam nie często to czemu by nie skorzystać z okazji? Drugi argument to oczywiście zlot i okazja poznania osób znanych mi dotąd tylko wirtualnie
Obrazek

Beskid Mały to pasmo położone w Beskidach Zachodnich po pograniczu województw śląskiego i małopolskiego pomiędzy Beskidem Śląskim i Makowskim. Z racji nie dużej powierzchni nazywane jest Beskidem Małym. Najwyższy szczyt tego pasma to Czupel (930 m).

Dopiero człowiek skończył Główny Szlak Sudecki, wrócił do domu, a tu znów trzeba pakować na siebie ciężki plecak Tak więc rano o 7 w sobotę mam bezpośredni autobus w tamte rejony. Jedziemy z Robertem do Bielska Białej. Tam przy dworcu wsiadamy do taksówki, która podwozi nas do Straconki. Wysiadamy... no i zaczyna padać deszcz, prognozy na dziś nie są ciekawe. Zaczyna się tutaj Mały Szlak Beskidzki czerwony, który może niedługo pokonam w całości i to właśnie dziś będziemy nim wędrować na Potrójną. Ubieramy płaszcze, ale mówią "ubierz płaszcz to przestanie padać" no i tak się dzieje.

Obrazek

Obrazek

Obrazek
(fot. RobertJ)

Obrazek
(fot. RobertJ)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wspinamy się na Gaiki i wędrujemy teraz w mrocznych klimatach gęstej mgły przez bukowy las. Widoków to sobie chyba dziś nie poogądam... Docieramy na Chrobaczą Łąkę (822 m) , znajduje się tutaj 35 metrowy metalowy krzyż Trzeciego Tysiąclecia podświetlany nocą, postawiony w 2002 r. Widoczność jest taka, że nie widać całego krzyża. Deszcz leje tutaj już na dobre... mijamy sporo osób z kocami, które zamiast do biwakowania służą do ochrony przed deszczem. Postanawiamy zejść do schroniska na Chrobaczej Łące. Jego historia sięga 1935 r. Podczas II wojny ukrywano tu obrazy Wojciecha Kossaka oraz żydowskie dzieci. Później schronisko prowadził PTTK a od 1991 r. właścicielem jest katolicka fundacja. W 2017 r. schronisko uległo pożarowi, do dziś jest odbudowywane. W schronisku spędzamy około pół godziny, wypijamy piwo o nazwie PRL, a przez grupę turystów jesteśmy częstowani drożdżówkami.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W końcu opuszczamy obiekt i żółtym szlakiem schodzimy do Porąbki. Deszcz już nie pada, a z mgły wychodzą nawet jakieś widoki, zajadamy się pysznymi gruszkami z przyszlakowych sadów Jesteśmy nad Jeziorem Międzybrodzkim. To duży zbiornik zaporowy o poj. 26,6 mln m³ zbudowany w 1937 r. w dolinie rzeki Soły. Jest także częścią elektrowni szczytowo pompowej "Porąbka-Żar".

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Teraz właśnie czeka nas strome podejście na górę Żar (761 m), rozpogadza się , nawet wychodzi słońce Jesteśmy na szczycie, znajdują się tutaj restauracje, wyciągi narciarskie, a na szczyt można wjechać kolejką linową z wagonikami po torach. Jenak najciekawszą atrakcją tej góry jest przede wszystkim górny zbiornik elektrowni szczytowo pompowej powstałej w 1979 r. Zbiornik w kształcie elipsy ma długość 650 m, szerokość 250 m i głębokość do 28 m. Woda spadając z 430 m napędza turbiny, które produkują prąd. Moc elektrowni to 500 MW. Przypomina mi elektrownię Dlouhé Stráně, jednak co ją różni to to że ma mniejszą moc i nie można spacerować wokół górnego zbiornika, tylko obserwować jezioro zza płotu. Szkoda. 

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wędrujemy dalej na Kiczerę, za nami z łąk zamglony widok na górny zbiornik elektrowni na Żarze, na szczycie zaś fajna wiatka z grillem. Później spotykamy ruinki kamiennego szałasu pasterskiego pod Wielką Ciosową Grapą. Dalsza nasza wędrówka biegnie przez ciemny bukowy las, bez widoków. Zaliczamy m.in. Kocierz (879 m), Beskid (759 m), przekraczamy granicę województw śląskiego i małopolskiego na Korolówce. Słońce chyli się ku zachodowi, dając przez chwilę ładny efekt z mgiełkami w lesie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Gdy wchodzimy na Potrójną (884 m) jest już całkiem ciemno. Przekonani całą drogę, że zlot jest w Chatce pod Potrójną, Robert argumentował, że były tam poprzednie zloty, ja nie uważnie przeczytałem post ii.. schodzimy właśnie tam. Okazuje się, że jednak zlot jest w Chatce na Potrójnej. Ekipa z chatki zaprasza do ogniska, a harcerki mówią, że możemy z nimi posiedzieć. Dużo nie brakowało, abyśmy tak zostali No ale, w końcu przyszliśmy na zlot forum więc znów włazimy na Potrójną.

Obrazek

Obrazek

W chatce zlot trwa już w najlepsze, spóźniliśmy się ale nie jesteśmy ostatnimi Jest nas więcej niż się każdy spodziewał bo aż 20 osób Świetna impreza, atmosfera, rozmowy o górach, fotografii, wszystkim i niczym trwają przy ognisku przed chatką i przy stole w środku.

Obrazek
Wesoła ekipa Klubu Chimalajowego - Góry Bez Granic (fot. RobertJ)
Kilka moich zdjęć z wieczoru znajdziecie w linku na końcu 

Rano mieliśmy wstać na wschód słońca i podziwiać go z Potrójnej. Prawie nikomu się to nie udało Ja z chatki wyłażę o 7, a więc godzinkę po wschodzie. Dziś jest już znacznie ładniejszy dzień niż wczoraj, jest czyste niebo, ale widoczność nie powala. Niektóre doliny przykryte są mgłami, jak podczas inwersji z których w oddali wystaje chyba Pilsko? Na trawie rosa, okolica mieni się jeszcze w porannych promieniach, jest ładnie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wracam do chatki, niestety musimy się pakować i zejść na autobus, który podrzuci nas na dworzec PKS w Andrychowie. Szkoda, że tak krótko, zjadam więc pożegnalne śniadanie od cepera, żegnamy się z ekipą i opuszczamy chatkę. Wchodzimy raz jeszcze na Potrójną, która tak naprawdę jest podwójną (ma 2 wierzchołki), a nazwa wzięła się od pomyłki geografów, którzy nazwę przysiółka Potrójna przenieśli na szczyt wcześniej nazywany Czarnym Groniem. Podziwiamy znów widoki z łąk. 

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Następnie szybkim tempem schodzimy do Rzyków. Na przystanku dowiadujemy się, że autobus nam uciekł. Suniemy więc asfaltem do Andrychowa z nadzieją zatrzymania kogoś na stopa. Udaje nam się to już z drugim autem: "Dokąd Pan jedzie?" - "Do oporu, wsiadajcie!". I tak podwodzi nas na PKS w Andrychowie, skąd mamy autobus do domu. 

To był świetny, choć krótki wyjazd bo było mało czasu na integrację i poznawanie uroków Beskidu Małego. Pogoda... najlepsza była w autobusie w drodze powrotnej. Pierwszego dnia mieliśmy za ambitną trasę (33 km), drugiego za wcześnie autobus. Wyjazd to przede wszystkim nowe znajomości, nowe góry, miejsca, szlaki. Pierwszy w życiu przejazd taksówką i autostopem.

Dzięki organizatorom za świetną wycieczkę! 

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza