7 sierpnia 2017

Główny Szlak Beskidzki: etap Bieszczady (I-IV)

Główny Szlak Beskidzki mój odcinek bieszczadzki Wołosate-Komańcza 29 lipca-1 sierpnia

Trójka znajomych: Grzegorz Polak, Wojciech Żurakowski i Sławomir Langert w tym roku postanowiła pokonać cały Główny Szlak Beskidzki im.Kazimierza Sosnowskiego podczas jednorazowej wyprawy trwającej 17 dni. Trasa Wołostate-Ustroń liczy ponad 500 km i biegnie przez wiele beskidzkich pasm, znakowana jest kolorem czerwonym. Na koncie zaliczone mają już Główny Szlak Sudecki oraz Główny Szlak Gór Świętokrzyskich (ze mną). Postanowiłem towarzyszyć im przez pierwsze cztery dni wędrówki przez Bieszczady.


(dojazd Prudnik-Katowice-Sanok-Ustrzyki Górne-Wołosate)

Dzień I (29.07) Wołosate-Ustrzyki Górne
Początek doby w trasie.. Dopiero przed 9 docieramy do Wołosatego. Stajemy przy czerwonej kropce oznaczającej początek/koniec szlaku. Wykonujemy pamiątkowe fotografie i ruszamy na trasę.



Maszerujemy przez Wołosate i dalej nudną asfaltówką, wzdłuż granicy polsko-ukraińskiej wspinamy się na Przełęcz Bukowską. Od tego miejsca wkraczamy już na połoniny i rozpoczynamy wspinaczkę na Rozsypaniec (1280). Naszym oczom ukazują się piękne widoki, widzimy zarówno polską jak i ukraińską część Bieszczadów. Podziwianie widoków utrudnia silny, zimny wiatr, który zwiewa czapki z naszych głów. Przeważa zachmurzenie ale słońce co chwilę przedziera się przez chmury pięknie oświetlając połoniny, które barwią się na ciepłe kolory.













Następnie krętą ścieżką zdobywamy Halicz (1333) z niewielkim metalowym krzyżem na szczycie. Wędrujemy dalej Połoniną Bukowską spotykając coraz więcej ludzi... jednak ich apogeum dopiero przed nami. Po niewygodnych "schodach" wchodzimy na Przełęcz pod Tarnicą no i tutaj zaczynają się tłumy. Postanawiamy odbić ze szlaku na szczyt Tarnicy (1346 m), najwyższej góry w Bieszczadach. Na wierzchołku znajduje się duży metalowy krzyż poświęcony Janowi Pawłowi II. Tłum ludzi jest ogromny... powiedzenie "dzikie Bieszczady" i "rzuć wszystko i jedź w Bieszczady"chyba tracą już sens?
























Po odpoczynku wracamy na szlak i przez Szeroki Wierch Schodzimy do Ustrzyk Górnych, gdzie mamy zaplanowany nocleg. W PTTK "Kremenarosie" jemy obiad.
Dystans: 25 km Czas: 5 h 55 min

Ślad GPS: http://www.navime.pl/trasa/1350417

WSZYSTKIE ZDJĘCIA: https://goo.gl/photos/TrsoxnrTSepKJFsR6


Dzień II (30.07) Ustrzyki Górne-Smerek
Wyruszamy dużo wcześniej niż wczoraj bo po godz 7 opuszczamy Ustrzyki Górne i rozpoczynamy bardzo strome podejście. Dziś jest już o wiele cieplej niż wczoraj, na niebie ani jednej chmury. Co prawda idziemy lasem ale podejście z ponad 10 kg plecakiem wyciska z nas poty. W końcu wychodzimy na Połoninę Caryńską i zdobywamy pierwszą kulminację (1234 m). Robimy tutaj przerwę, wieje przyjemny chłodny wiaterek, świeci słońce pięknie oświetlając połoniny. Jesteśmy na sami na szlaku, co za skarb! Połonina jest tylko nasza. Dlatego wpadamy na niecodzienny pomysł.... suszenia prania...
















Wędrujemy grzbietem Połoniny Caryńskiej z pięknym widokiem .m.in. po lewej na Wielką i Małą Rawkę. Zdobywamy najwyższy szczyt Kruhly Wierch (1397 m), w oddali widać Połoninę Wetlińską, za chwilę tam będziemy. Rozpoczynamy strome ale sprawne zejście do Brzegów Górnych. To obecnie niezaludniona miejscowość, wysiedlona po 1946 r. do ZSRR w ramach akcji "Wisła". Z dużej niegdyś miejscowości liczącej ok. 530 mieszkańców nie pozostało prawie nic prócz ruin oraz cmentarza z kilkoma nagrobkami, zniszczonego w latach 60. XX w. który mieliśmy okazję zwiedzić. Istniała tutaj także cerkiew. Śladami wsi wytyczono ścieżkę spacerową.





























Z Brzegów Górnych rozpoczynamy strome podejście na Połoninę Wetlińską, już w tłumach ludzi... Docieramy do Chatki Puchatka, legendarnego bieszczadzkiego schroniska. Malutki kamienno-drewniany budynek powstał w 1956 r. jako schron obserwacyjny dla wojska. Później przejął je PTTK i przez wiele lat prowadził je legendarny gospodarz Ludwik Pińczuk. To schronisko inne niż wszystkie nie tu prądu i wody, najbliższe źródło znajduje się ok. 20 min drogi. Mimo, że obiekt "nie oferuje żadnych luksusów" przez wędrowców jest bardzo lubiany. Wspominają niepowtarzalny klimat i niedające się opisać piękno wschodów i zachodów słońca.













Po odpoczynku i pamiątkowej grupowej fotografii ruszamy dalej Połoniną Wetlińską. Raz pod górkę raz z górki pokonujemy szlak krętą ścieżką z wspaniałymi widokami. Docieramy do Przełęczy Orłowicza (ten odcinek trasy już znam, 3 lata temu tędy łaziłem), tutaj chwila przerwy... Do jednego z nas pada pytanie nie ma miejscu, "turystka" pyta "Czy wie Pan, o której odjeżdżają autobusy z Chatki Puchatka?"... Cóż... takich mamy teraz turystów w Bieszczadach. Z przełęczy wspinamy się na Smerek (1222 m). Na wierzchołku znajduje siętutaj metalowy krzyż.



























Od teraz rozpoczynamy strome zejście do wsi Smerek, gdzie mamy kolejny nocleg. Maszeruje się o wiele lepiej niż 3 lata temu po ulewie i burzy, kiedy to po prostu się zjeżdżało...









Dystans dnia: 28 km Czas: 8 h 30 min

ŚLAD GPS: http://www.navime.pl/trasa/1351673

WSZYSTKIE ZDJĘCIA: https://goo.gl/photos/TrsoxnrTSepKJFsR6


Dzień III (31.07) Smerek-Cisna
Od samego rana grzeje. Dziś ruszamy trochę później bo ok. godz 8. Wkraczamy w bardziej dzikie Bieszczady, już bez tłumów ludzi. Rozpoczynamy bardzo stromym, wyczerpującym podejściem na Fereczatą (1102 m). Ten odcinek szlaku wylał na nas naprawdę dużo potu. Na wierzchołku chwila przerwy, odsłaniają się nam widoki.







Ruszamy dalej, wędrujemy pośród jagodowych połonin na Okrąglik (1100), gdzieś po drodze spotykamy zbieracza jagód z "grzebieniem". Na Okrągliku przerwa na posiłek, biegnie tędy granica polsko-słowacka. Stąd niedaleko już na Jasło (1153), na którego wierzchołek odbijamy z czerwonego szlaku. Tutaj również odpoczywamy podziwiając rozległą panoramę Bieszczadów.

















Wracamy na szlak, zaliczamy jeszcze kilka mniejszych szczytów: Mała Jasło (1097), Worwowysoka (1024) i Różki (943), a następnie stromo schodzimy do Cisnej. Po drodze mijamy obelisk upamiętniający katastrofę wojskowego śmigłowca z 1991 r. Zginęło tutaj 10 osób. W pobliżu stacji bieszczadzkiej kolejki w Cisnej znajduje się stylowa karczma "Siekierezada". W niej meldujemy się już o 13.











Po posiłku ruszamy przez Cisną do klimatycznej Bacówki PTTK pod Honem, naszego miejsca noclegu. Wieczór upływa nam na rozmowach o podróżach, górach, spotykamy wielu ludzi przemierzających GSB w tym samym, bądź odwrotnym kierunku. Pozdrawiam Ryśka i Furgusia z Katowic, jeśli to czytacie! Klimat był naprawdę nie zapomniany!





Dystans: 20 km. Czas: 5 h

ŚLAD GPS: http://www.navime.pl/trasa/1352213

WSZYSTKIE ZDJĘCIA: https://goo.gl/photos/TrsoxnrTSepKJFsR6


Dzień IV (1.08) Cisna-Komańcza
Dzień rozpoczynam już o 5:00... pięknym wschodem słońca pod bacówką. W porę wstałem z łóżka, naprawdę było warto. Czerwone mgiełki unoszące się nad doliną Cisnej... widok niezapomniany.













W trasę ruszamy o godz. 7. Rozpoczynamy bardzo stromym podejściem, pod starym wyciągiem na Hon (820). Dalej zdobywamy kolejne szczyty Osina (963), Wołosań (1071 m) i Jaworne (992 m), z którego blisko już do bazy namiotowej "Rabe". Wędrujemy Pasmem Wysokiego Działu, cały czas w bukowym lesie bez żadnych widoków. Na Przełęczy Żebrak odpoczywamy w dużej drewnianej wiacie.








Od teraz rozpoczynamy wspinaczkę na Chryszczatą (998 m). Góra ma ciekawą historię. Biegła tędy linia frontu podczas I wojny światowej. Na stokach góry w 1915 r. toczyły się bardzo ciężkie walki między armią rosyjską a austro-węgierską. Po dziś dzień zachowały się okopy, resztki amunicji oraz wiele grobów "NN", które mamy okazję mijać zdobywając górę. Na Chryszczatej po II wojnie światowej działało także UPA (Ukraińska Powstańcza Armia). Na wierzchołku odpoczywamy, znajdują się tutaj: wiata, metalowy krzyż oraz obelisk po starej wieży triangulacyjnej.













Ze szczytu rozpoczynamy zejście do ciekawych Jeziorek Duszatyńskich. Dwa zbiorniki powstały w 1907 r. po potężnym osuwisku zbocza Chryszczatej spowodowanym wiosennymi roztopami i ulewami. To niewielkie dwa zbiorki wodne z "zielononiebieską" wodą, owiane wieloma legendami.













Schodzimy do Duszatyna, upał daje się bardzo we znaki, zaczyna brakować nam wody. Na szczęście we wsi znajdujemy mały bar przy którym odpoczywamy i uzupełniamy wodę. Teraz maszerujemy asfaltówką wzdłuż zarośniętych i nieużywanych od ponad 20 lat torów bieszczadzkiej kolejki wąskotorowej obok rzeki Osławy.









W Prelukach na szczęście schodzimy z asfaltówki i wspinamy się w las, a następnie szybkie zejście po błotach do Komańczy, miejsca naszego noclegu. W schronisku PTTK "Leśna Willa" jemy obiad.



Dystans: 33 km Czas: 8 h 57 min
To już mój ostatni dzień na trasie Głównego Szlaku Beskidzkiego...

ŚLAD GPS: http://www.navime.pl/trasa/1352213

WSZYSTKIE ZDJĘCIA: https://goo.gl/photos/TrsoxnrTSepKJFsR6


Dzień V (2.08) Komańcza-Prudnik
O 7 rano żegnam się z Wojtkiem, Sławkiem i Grzegorzem, którzy pokonują dalsze etapy GSB, wkroczyli teraz w Beskid Niski. Ja postanawiam zaglądnąć do klasztoru sióstr Nazaretanek. W tym miejscu więziony w latach 1955-56 przez władze komunistyczne więziony był Prymas Polski kard. Stefan Wyszyński. Został przywieziony w 3 miejsce po Stoczku Warmińskim i moim rodzinnym Prudniku (klasztor oo. Franciszkanów). Czyli co łączy Komańczę i Prudnik. Z racji że jestem rano nie mogę zwiedzać bo jeszcze wszystko zamknięte.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Następnie idę do "Leśnej Willi" PTTK na śniadanie, jajecznicę. I znów spotykam i rozmawiam z ludźmi pokonującymi GSB. Ponownie m.in. z Ryśkiem i Furgusiem. Oczywiście bez reklamy Gór Opawskich się nie dało


Obrazek

Obrazek

Obrazek

I tak o 9:20 żegnam już Bieszczady wsiadając w busa... do Sanoka... potem do Rzeszowa. Stąd pociągiem do Opola... i autobusem do domu do Prudnika u podnóża Gór Opawskich

W 4 dni pokonałem 100 km GSB przez Bieszczady. Od początku planowałem zaliczyć tylko taki odcinek, powrót po 4 dniach nie był wynikiem kontuzji czy zmęczenia. Podsumowując wędrówka bardzo udana, łażenie z ciężkim plecakiem od miejsca do miejsca do trochę inna przygoda... Pogoda dopisała nam chyba aż za bardzo. Znajomych pierwszy deszcz na trasie spotkał dopiero wieczorem 6 sierpnia. Z pewnością wrócę na kolejne etapy GSB, mam nadzieję, że może już za rok!

WSZYSTKIE ZDJĘCIA: https://goo.gl/photos/TrsoxnrTSepKJFsR6

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz