13 października 2021

Zlatohorski Treking - 50-tka w Górach Opawskich

Zlatohorský Treking
3 października 2020 r.


Zlatohorský Treking to rajd pieszy organizowany już od 44 lat. Polega na pokonaniu kilku tras pieszych od 5 km, przez nocną 25 km po koronną 50 km. Wszystkie biegną szlakami czeskiej części Gór Opawskich. Start i meta tras znajduje się w Miejskiej Informacji Turystycznej w Zlátych Horach. W tym roku wziąłem udział w tej imprezie już po raz dziesiąty, na najdłuższej trasie 9 raz. Tak więc to kolejne wydarzenie tradycja, stale goszczące w moim kalendarzu po Rajdzie Prudnik – Pradziad i Prudnickim Maratonie Pieszym. Pierwszy raz byłem na nim w 2010 r. a więc miesiąc po mojej debiutanckiej 50 km na PMP. Wtedy też dostałem żółtą koszulkę z logo imprezy. (wówczas koszulki dostawali wszyscy uczestnicy) Przeleżała w szafie kilka lat choć parę razy miałem ją na sobie. Wydobyłem ją więc z szafy praktycznie jako nówkę i poszła ze mną na trasę po 10 latach 😜

RELACJA:
Na starcie w IT stawiliśmy o godz 6. Po zapisaniu się i podbiciu karty kontrolnej w zabytkowym kasowniku z godziną 6:09 ruszamy na trasę!


 Początkowy odcinek pokonujemy jeszcze w ciemnościach ulicami Zlatych Hor, czerwonym szlakiem do stacji kolejowej. Tutaj nowość bo kilkaset od startu na dworcu znajduje się I punkt kontrolny – samoobsługowa pieczątka na peronie. Dworzec w Zlatych Horach jest stacją końcową krótkiej linii kolejowej (9 km) z Mikulovic będącej odnogą tranzytowego szlaku Jesenik – Głuchołazy. Przy budynku stacji coś się dzieje, trochę odświeżono elewację, odnowiono też żuraw wodny, obok stoją też stare wagony. Może jakieś retro z parowozem będzie tu jeździć? Na peronie pod wiatą stoi pianino, gdy podróżnemu się nudzi w oczekiwaniu na pociąg może pograć…😄




 Od dworca kolejowego, żeby nie iść po asfalcie wytyczono nową ścieżkę przez łąkę i obok ogródków. Podążamy więc tędy następnie zielonym szlakiem także z nowo utwardzoną ścieżką do skansenu górnictwa złota, w pobliżu Zlatorudnych Mlynów. Przechodzimy pod pastuchem i wkraczamy na pastwisko, do niedawna biegł tędy szlak turystyczny, niestety zmienił się właściciel i szlak na tym odcinku został zlikwidowany. Szkoda, bo był to malowniczy odcinek z widokami. Dziś jednak możemy tędy przejść. Krowy tym razem są daleko od nas za pastuchami.






 Za Ondřejovicami jeszcze chwila wędrówki przez łąki z bydłem, za plecami robi się czerwono – nad Biskupią Kopą wschodzi słońce.




 Dalej podążamy do źródeł Javornej i żółtym szlakiem trawersem Zlatego Chlumu do baru przy Čertovych kamenach, na tym odcinku mijamy pracowników z sadzonkami, będą sadzić las. Zrywa się silny wiatr… będzie powtórka z tamtego roku, kiedy to zmagaliśmy się z bardzo silnym wiatrem fenowym? Od tego miejsca rozpoczynamy wspinaczkę na Zlatý Chlum. To najtrudniejsze podejście na trasie, ale mi idzie bardzo sprawnie. Na szczycie góry punkt kontrolny – pieczątka w wieży.






 Tym razem tutaj przystajemy dosłownie na minutę a następnie wybieramy czerwony szlak, którym podążamy do malowniczej wsi Rejviz. Po drodze mijamy kolejne świeże wycinki świerków, które dają nowe perspektywy widokowe. Szczyty Jeseników schowane są w ciemnych chmurach – wale fenowym, wiatr na tym odcinku dokucza najbardziej. Prace trwają, więc teren i szlak w niektórych miejscach jest błotnisty, na dopiero co wyciętych terenach pracują robotnicy i sadzą młode buki. W Polsce po wycince leśnicy czekają jakiś czas by ziemia się nasłoneczniła, użyźniła. Czesi sadzą od razu.









 W Rejvizie III punkt kontrolny, tym razem z pyszną gorącą herbatą. Przysiadamy więc na śniadanie. Potem maszerujemy żółtym szlakiem przez Kazatelny z charakterystycznymi skałkami w kształcie ambon. Warto dodać, że w pobliżu szlaku podczas II wojny w tym miejscu zrzucano bomby z bombowców lecących na zakłady paliw syntetycznych w Kędzierzynie, o czym świadczą uszkodzone skały - leje w ziemi. Szlak na niektórych odcinkach błotnisty, bo wokół tną las. Docieramy do samoobsługowego IV punktu kontrolnego przy Opavskiej Chacie, czyli znów musimy sami nabić pieczątkę na kartę kontrolną. Za nami już połowa trasy.









 Od Chaty podejście asfaltową drogą z zielonymi znakami, potem ścieżką na ruiny zamku Kobrštejn. Dalej bardzo stromym zejściem schodzimy na górskie łąki nad Hornim Udoli. Tutaj znów widać jakie potężne straty wyrządził kornik w drzewostanach, potężne połacie stoków porasta dziś żółta trawa gdzie okiem sięgać. Łysa Kopa po polskiej stronie to przy tym pikuś… Maszerujemy ponad łąkami, obok nas pasą się towarzyskie konie a w dolinie dominuje ładna kamienna bryła kościoła św. Jana Chrzciciela w Hornim Udoli.😊













 Potem przez źródła Opawicy, stokiem Přičnego Vrchu podążamy do V punktu kontrolnego w Heřmanovicach. Dla uczestników przygotowano tutaj ognisko, kiełbasę i śliwowicę 😆. Robimy więc przerwę na posilenie się tym co przygotowali organizatorzy.



 Z Heřmanovic wkraczamy na drogę pośród pastwisk. Bydło dziś w oddali, nie chce współpracować przy zdjęciach, widoczność nie najlepsza, ale wiatr się wycisza. Nie będzie więc powtórki z roku ubiegłego, gdy na tym odcinku dosłownie nas pchało 😛









 Dalej przez źródło Osobłogi wkraczamy w masyw Vetrnej czyli krainę żółtych traw ładnie falujących na „połoninach”. Lekko zmodyfikowano też przebieg żółtego szlaku, teraz idzie się bardziej grzbietem, więc jest więcej widoków. Ze szczytu schodzimy na przełęcz Petrovy Boudy z VI punktem kontrolnym, podbijamy pieczątkę, kieliszek śliwowicy i atakujemy Kopę! Skauci obsługujący punkt kontrolny między sobą rozmawiają, że był tu dziś „Pan Polak który wypił 6 na raz”…😂😂














 Ostatnią przerwę zarządzamy na szczycie Biskupiej Kopy, który osiągamy po 20 minutach. Pod wieżą pieczątka, w ramach uczestnika ZT mamy darmowy wstęp na wieżę. To wchodzimy, choć widoczność dziś nie powala. Coś tam jednak widać, nawet Jeseniki, bo zniknął wał fenowy 😃











 Z Kopy pozostaje nam już tylko strome zejście, dający po kolanach zielony szlak do Zlatych Hor na metę w informacji turystycznej.






Trasę pokonujemy w czasie 11 h 9 min. Pogoda dopisała, było rześko, słonecznie, początkowo z silnym wiatrem, ale podmuchy się uspokoiły i nie było powtórki z ubiegłego roku. Zlatohorski Treking to to chyba mój już ostatni tak długi dystans w tym roku. Od 10 lat jest moim zakończeniem sezonu rajdów długodystansowych. Mimo, że trasa od wielu lat jest cały czas taka sama to bardzo lubię uczestniczyć w tym rajdzie. Wszak co roku pogoda jest inna, inni są ludzie spotkani na szlaku, inny jest też krajobraz bo wycinki i natura ciągle coś zmienia. Rajd też bardzo chętnie wybierany jest przez Polaków.😀

2 komentarze:

  1. Sudeckie połoniny :) Z każdą relacją jaką czytam coraz bardziej chcę odwiedzić Opawskie. Może w listopadzie się uda.
    Gratulacje za przejście.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapraszam, bo z tego co widziałem u Ciebie na blogu, to chyba dość dawno Cię tu nie było. Daj znać, to może uda się gdzieś razem przejść. :)
      W "poczekalni" leży jeszcze jedna relacja z ubiegłego roku, właśnie z listopada, gdy szedłem przez te "połoniny grzbietem G. Opawskich. Jakoś zapomniałem spisać tą wycieczkę.

      Usuń