Beskid Sądecki z plecakiem u progu jesieni (1): Szczawnica i Przehyba
Beskid Sądecki z plecakiem u progu jesieni
Dzień 1: Szczawnica - Bryjarka- Bacówka PTTK pod Bereśnikiem - Przysłopy - Schronisko PTTK Przehyba
26-28 września 2021
Sięgam głęboko do archiwum swoich wypraw bo piszę tę relację w pewien lutowy wieczór 4,5 roku po wędrówce. To relacja obiecana znajomym. Chciałem, żeby powstała, bo myślę, że trasa, którą wtedy zrobiłem warta jest opisania. Wracam więc do 2021, roku odkrywczego. Roku kiedy po raz pierwszy wybrałem się na samotnie na kilkudniową wyprawę z dużym plecakiem w Beskidy. Roku kiedy niemal każda wycieczka w Beskidy była tą w nieznane, odkrywaniem nowych miejsc i zachwytem nad pięknem tych gór.😊 To wtedy na dobre zacząłem poznawać Beskidy, szczególnie te po zachodniej stronie… i choć minęło parę lat to wcale za jakiegoś ogromnego znawcę się nie uznaje, bo im dalej na wschód tym schodzone mam mniej.
Wracając do tej wycieczki, odbyła się ona pod koniec września, a więc pod koniec wakacji studenckich, w moim przypadku między licencjatem a magisterką. Pogoda dopisywała, Żywiecki już odwiedziłem, potrzebowałem czegoś nowego! A więc rozłożyłem papierową mapę Beskidu Sądeckiego i zaplanowałem trasę na 3 bądź 4 dni włóczęgi z plecakiem zahaczając po drodze o szczyty do Korony Gór Polski i Diademu Polskich Gór. W tym paśmie w zasadzie nigdy mnie jeszcze nie widzieli, nie licząc krótkiego epizodu na Jaworzynie Krynickiej w 2015 roku. Pakuję plecak i… ruszam.⛰
Beskid Sądecki: pasmo położone w Beskidach Zachodnich z najwyższym szczytem Radziejowa (1 266 m). Wciśnięte pomiędzy Pieniny na południu, Gorce i Beskid Wyspowy na zachodzie oddzielone doliną Dunajca; od północy sąsiaduje z Kotliną Sądecką, a od wschodu z Beskidem Niskim. Podzielone jest niezwykle malowniczym przełomem Popradu na zachodnią część - Pasmo Radziejowej oraz wschodnią - Pasmo Jaworzyny Krynickiej. Wyróżnia się jeszcze Góry Leluchowskie położone między Doliną Popradu a granicą ze Słowacją. W regionie Sądeckiego leży kilka znanych miasteczek uzdrowiskowych tj. Piwniczna-Zdrój, Krynica Zdrój, Muszyna czy Szczawnica. Mimo geograficznego położenia po zachodniej stronie Beskidów czuć tutaj już kulturę wschodu. Im dalej na wschód Sądeckiego tym częściej w dolinie znajdziemy cerkwie prawosławne, a wsie do II wojny światowej zamieszkiwane były przez Łemków. Pasmo pełne niezwykłych krajobrazów, hal pasterskich z widokiem po Tatry i mam wrażenie stosunkowo mniej popularne śród turystów niż reszta "zachodnich Beskidów".
Standardowo z domu wyjeżdżam pociągiem przed 5 rano i kombinacją przesiadkową przez Katowice docieram tym razem do Krakowa. Tutaj dla odmiany zamiast w kolejny pociąg to wsiadam w busa, który dolinami m.in. Beskidu Makowskiego i Wyspowego wiezie mnie prosto do Szczawnicy. Dość sprawnie szły przesiadki, ale z busa w Szczawnicy wychodzę gdy jest 12… także dojazd w te strony kosztuje sporo czasu. W Szczawnicy pierwsze kroki kieruję do parku zdrojowego, ładny tu mają staw i kolorowe rybki.
Potem zakupy, oscypki i ruszam w górę uzdrowiska, uwagę zwracają ładne budynki. Rozwój uzdrowiska w Szczawnicy przypada na połowę XIX w. Wówczas powstają pierwsze domy zdrojowe, odkrywane są kolejne źródła wód mineralnych – szczaw, które w kolejnych latach są także butelkowane. Przy pijalni i fontannie przystaję na chwilę, ładnie tu. Wchodzę na żółty szlak, do zdjęć pozuje kowalik ze swoimi akrobacjami na drzewach. 😅
Opuszczam Szczawnicę idąc w górę i mijając ostatnie domu, potem droga krzyżowa i pierwszy szczyt na trasie – Bryjarka (679 m).
Wierzchołek zwieńcza metalowy krzyż – postawiony w 1902 r. przez krakowską firma Józefa Góreckiego, tą samą, która postawiła krzyż na Giewoncie rok wcześniej. Ze szczytu Bryjarki roztacza się widok na Szczawnicę i Pieniny. Zbudowany jest z unikatowych jak na Beskidy skał magmowych, które odsłaniają się na szczycie, góra bowiem ma przeszłość wulkaniczną.
Wychodzę na widokowe łąki, za sobą mam piękny widok na Pieniny z przełomem Dunajca, a w tle Tatry. Foty trochę pod słońce, trochę widoczność nienajlepsza, no i wtedy nie robiłem jeszcze prawie w RAW-ach. 😐 Piękny widok, lasy widać, że zaczynają się już barwić kolorami jesieni… Tak docieram do Bacówki PTTK pod Bereśnikiem. Otwarto ją w 1989 r. jako ostatnie z idei bacówek czyli małych schronisk dla turystów „plecakowych”. Budynek jednak ma inną architekturę niż kilkanaście innych bacówek zbudowanych z tego pomysłu. Postanawiam tutaj zrobić dłuższą przerwę, okolica jest przyjemna. W środku wyleguje się kot, ja za to będę wylegiwać się na dworze pod parasolem.😛
Ruszam dalej żółtym szlakiem przez Polanę Cieluszki, po drodze spotykam miejscowego górala. Idziemy wspólnie jakiś czas, gwarę ma taką, że czasem jest mi go trudno zrozumieć. Oprócz tradycyjnego skąd jesteś/dokąd idziesz opowiada mi nieco o okolicy, m.in. o tym, że gra w orkiestrze i każdego roku na nieodległej polanie odbywa się msza święta w której uczestniczy upamiętniająca zamordowanie partyzantów. Tak docieram na Dzwonkówkę, gdzie się rozdzielamy. Wchodzę na Główny Szlak Beskidzki (wtedy jeszcze nowy dla mnie odcinek) i schodzę na polanę Przysłopy. Malownicza polana to przysiółek z kilkoma domami formalnie należącymi do Szczawnicy. Stoi tu kilka domów, pasą się krowy, które dzwonią dzwonkami u szyi, roztacza się stąd piękna panorama w kierunku Pienin. Przechodzi też pasterz ze stadem owiec, sielsko tutaj! 😍
Spokojny przysiółek był jednak miejscem tragicznych wydarzeń podczas II wojny. Przysłopy były kryjówką partyzantów Armii Krajowej oddziału „Wilk” i rozegrały się tutaj dramatyczne wydarzenia. Pierwsze z nich miało miejsce 21.02.1944 r. zorganizowana została obława w odwecie za udaną akcję partyzantów i rozbrojenie posterunku policji w Ochotnicy Dolnej. Partyzanci zostali nad ranem zaskoczeni w jednym z domów. Pięciu z nich zginęło w czasie walki, a ośmiu ratowało się ucieczką. 8.12.1944 Niemcy ponownie zorganizowali obławę. Przebywający w tym czasie na Przysłopie partyzanci radzieccy otwarli do Niemców ogień i uciekli. W odwecie Niemcy spalili żywcem sześcioosobową rodzinę Fijasów z całym zabudowaniem i inwentarzem. Na miejscu domu Fijasów postawiono później drewnianą kaplicę w stylu podhalańskim. W Przysłopach oprócz tych wydarzeń Niemcy jeszcze trzy razy mordowali miejscowych w odwecie za pomoc partyzantom. Tragiczne wydarzenia upamiętnia pomnik przy szlaku oraz drewniana kaplica położona nieco niżej na polanie postawiona w miejscu spalonego domu rodziny Fijasów. Dzięki wcześniejszej rozmowie z miejscowym wiem, gdzie jest i postanawiam ją odwiedzić. Przy drewnianej kaplicy w stylu podhalańskim każdego roku 3 maja odbywa się msza św. partyzancka upamiętniająca te wydarzenia.
Wracam na czerwony szlak, opuszczam Polanę Przysłopy i wędruje dalej. Szlak prowadzi mnie głównie lasem, czasem mijam jakąś niewielką polankę. Jest też trochę pod górę. Dzień chyli się już ku wieczorowi, a światło zmienia barwę na bardziej ciepłą. Wchodzę na Skałkę (1163 m) oznaczonej kartką z nazwą i starym betonowym triangułem. Stąd widać już mój cel – wieżę radiowo-telewizyjną na Przehybie.
W końcu docieram na Przehybę. Na pierwszym z wierzchołków znajduje się nadajnik o wysokości 87 m, pośrodku polana na której stoi schronisko i drugi wierzchołek Przehyby – najwyższy 1 175 m. Akurat gdy wpadam na polanę słońce chyli się ku zachodowi. Postanawiam wejść na wierzchołek i zobaczyć zachód. To był dobry pomysł. Choć lecę na przełaj, trochę po krzakach zdążyłem! Potężna czerwona tarcza wisi nad horyzontem i oświetla promieniami okolicę i chmury na niebie. Po chwili znika za górami w oddali. To był piękny zachód!😍
Idę do schroniska, tutaj dziś śpię. Obiekt jest duży i sprawia wrażenie pustego. Historia schroniska w tym miejscu sięga 1937 r. kiedy staraniem PTT z Nowego Sącza powstaje drewniany budynek schroniska. W trakcie II wojny w obiekcie pomieszkują partyzanci, w 1944 roku podczas obławy schronisko zostaje spalone. W latach 50 powstaje najpierw tymczasowe schronisko „Betlejemka” istniejąca do dziś, a w 1958 r. nowy duży budynek schroniska, które płonie w 1991 r. Obiekt został odbudowany w 2003 roku i w takim kształcie służy do dziś.
Kwateruję się w schronisku, dostaję pokój jedynkę, co nie często zdarza się w schroniskach. Potem schodzę na jadalnie, gospodyni mimo zamknięcia kuchni sprzedaje mi jeszcze posiłek. Okazuje się, że oprócz mnie na schronisku dziś nocuje jeszcze trójka Czechów. Chłopaki zapraszają mnie do stołu, stawiają piwo, rozmawiamy. Dwóch Czechów jest spod Pragi, trzeci spod Ostravy. Z tymi spod Pragi jest mi się trudniej dogadać, z tym spod Ostravy gada się dobrze. Ma bardziej „polski akcent” i czasem wplata polskie słowa, ja zaś w swój język polski wplatam czeski i jakoś się gada.😅 Chłopaki wędrują od kilku dni po tej okolicy, dziś przyszli z Pienin, spod Durbaszki. Są zachwyceni klimatem polskich schronisk, że można jeść swoje jedzenie, spać w swoim śpiworze za niewielką cenę.😅 I chyba rzeczywiście mają rację bo nieco znając czeskie góry i odwiedzając trochę ich schronisk jak dotąd nie spotkałem się z innym niż typu hotelowo-restauracyjnym.
W końcu żegnam się z Czechami i wracam do pokoju. Mój pokój jest na wysokim piętrze z widokiem na Tatry. Otwieram okno, podziwiam nocne niebo i wsłuchuję się w ciszę…😍 Na parapecie ustawiam aparat, robię kilka zdjęć.
W końcu jednak trzeba iść spać, zamykam okno i uciekam w kimę…😴
MAPA TRASY:
Dystans: 16 km
CDN…





































































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz