3 stycznia 2022

Słońce, deszcz, plecak i Beskid Śląski dzień 2: Barania Góra, Hala Barania i Hala Radziechowska

Słońce, deszcz, plecak i Beskid Śląski
Dzień 2: Chatka studencka Pietraszonka - Schronisko PTTK Przysłop - Barania Góra - Hala Barania - Hala Radziechowska - Węgierska Górka
3-4 sierpnia 2021 r.
Relacja dzień 1: TUTAJ
Rano budzę się kontrolnie po 6 sprawdzić czy rzeczywiście wschodu słońca nie będzie. Jest pochmurno, ale nie pada. Z okna pokoju mam widoczek w kierunku Beskidu Morawsko-Śląskiego, przez który przewalają się mgły. Postanawiam jednak, że wyjdę na zewnątrz powyżej chatki. Łąki pachną deszczem, na trawie mnóstwo rosy, od razu moczę stopy bo jestem w klapkach. Mgły przewalają się nad Beskidami co chwilę pojawiają się i znikają szczyty np. Ochodzitej. Z każdą minutą mgły i chmur jest jakby mniej, a szczyty coraz bardziej się odsłaniają. 😊













Potem wracam do chatki, jeszcze trochę leżę, potem przyrządzam sobie śniadanie w chatkowej kuchni. Siedzę na sali przy herbacie, albo na zewnątrz, zupełnie mi się nie śpieszy. Przeglądam jeszcze raz mapę i planuję też ostateczną trasę na dziś i dokąd dziś idę. W planie miałem wydłużenie wypadu o jeden dzień, ale prognozy pogody są odstraszające, bo od wieczora przez cały kolejny dzień ma intensywnie lać, więc odpuszczam.  











Po pożegnaniu się z ekipą chatkę opuszczam po godz. 11. Dziś mam podobny dystans do wczorajszego a pociąg po 18, więc powinienem na luzie zdążyć. Wchodzę na zielony szlak, który prowadzi mnie na Koralówkę, następnie mijam kamienno-drewnianą kapliczkę i zatrzymuję się przy Czarnej Wisełce, która ma brunatny kolor wody. Potok ten wypływa z południowego stoku Baraniej Góry na wys. 1150 m i wraz z Białą Wisełką, która także wypływa ze zboczy Baraniej tworzy Wisłę – królową polskich rzek. Zatem Wisła ma dwa źródła, nie są one jednak dostępne turystycznie, gdyż teren znajduje się w rezerwacie.








Następnym moim przystankiem jest Schronisko PTTK „Przysłop pod Baranią Górą”. Obecny budynek to klocek z wielkiej płyty, zbudowany w 1979 r. w ogóle nie przypominający architekturą schroniska górskiego. Pierwszy budynek schroniska pochodził z końca XIX w. i był domkiem myśliwskim księcia Fryderyka Habsburga, w którym od 1925 r. mieściło się schronisko górskie. W latach 70. XX w. postanowiono o budowie nowego obiektu, stare drewniane schronisko zostało przeniesione do Wisły i obecnie mieści się w nim siedziba PTTK. Na Przysłopie został jedynie stary budynek gospodarczy, w którym obecnie mieści się Baraniogórski Ośrodek Historii Turystyki Górskiej. Gdy przekraczam próg schroniska zaczyna padać deszcz… znalazłem się tu w porę. Pozostaje mi więc zrobić sobie przerwę i coś zjeść. Zamawiam naleśniki i piwko i siadam na długim tarasie (balkonie) pod dachem. Deszcz sobie pada, a ja siedzę pod zadaszeniem i się zajadam wsłuchując w szum deszczu, tak to może sobie padać. 😛



Mija z 40 minut i wygląda na to, że zaraz przestanie padać bo robi się jasno. Tak też się dzieje, najedzony, nie pada, można ruszać dalej. Rozpoczynam wspinanie się dość stromą kamienistą ścieżką, wzdłuż krzaków pełnych jagód, których trochę skubię. Potem gdy szlak się wypłaszcza, teren robi się bagnisty, a na szlak wyłożony jest drewnianymi palami. W końcu przede mną wystaje wieża – to wierzchołek Baraniej Góry (1220 m), na który wchodzę. Zaliczany jest do odznaki Diadem Polskich Gór.








Barania Góra jest drugim co do wysokości szczytem w Beskidzie Śląskim, zwieńcza go metalowa wieża widokowa o wys. 15 m oraz kamienny obelisk z tablicą poświęconą partyzantom Armii Krajowej i Narodowych Sił Zbrojnych działających na tych terenach podczas II wojny i po niej do 1947 r. Na wierzchołku spotykam dziś najwięcej ludzi tego dnia. Zaczynam od wejścia na wieżę. Panorama z wieży jest rozległa i robi wrażenie, widać tutaj Beskid: Śląski, Mały, Żywiecki, Morawsko-Śląski, Małą Fatrę i Tatry. Tatry i wierzchołek Babiej Góry schował się w chmurach, ale ciemne obłoki i błyskające chwilami słońce dodaje efektu. Z wieży podobno widoczne są także Sudety, a konkretniej Jeseniki i Góry Opawskie i to całkiem możliwe, bo ja z Biskupiej Kopy Baranią Górę widziałem nie raz, dziś jednak aż takich widoków nie ma.😁


kierunek Beskid Śląski: Stożek, Czantoria, Równica  

Skrzyczne i Beskid Mały 

Magurka Radziechowska, w tle Beskid Mały, po prawej Beskid Makowski

Beskid Makowski i Beski Żywiecki

Beskid Żywiecki 

Babia Góra w chmurach 

B. Żywiecki: Romanka, Pilsko i Rysianka 

B. Żywiecki: Romanka i Pilsko

B. Żywiecki: Muńcuł

B. Żywiecki: Muńcuł i Wielka Rycerzowa 


B. Śląski: Stożek i Czantoria 

B. Śląski: Równica

Skrzyczne 


Dolina Soły 

B. Żywiecki: Polica, Mędralowa i Babia Góra w chmurach 


B. Żywiecki

B. Żywiecki 
Schodzę z wieży, ale postanawiam jeszcze posiedzieć na szczycie, wybieram jeden z pni pośród czerwieniących się już krzaków jagód porastających wyręby po lasach świerkowych. Przede mną niekończąca się panorama beskidzkich szczytów, głęboka dolina Soły, pięknie tutaj!😍



 W końcu żegnam Baranią Górę i schodzę dość stromo czerwonym Głównym Szlakiem Beskidzkim przede mną doskonale widoczna Hala Barania z małą bacówką pośrodku. I to jest kolejny cel mojej wędrówki. Zbaczam ze szlaku i wchodzę na rozległą halę ze złotymi trawami. Wypas owiec trwa tutaj od XVII w. a zapoczątkowali go z pewnością Wołosi, którzy już kilka wieków wcześniej prowadzi koczowniczy tryb życia związany z pasterstwem i uzyskiwali hale metodą żarową – poprzez wypalanie lasów. Wypas owiec musiał odbywać się także w tym roku, bo na polanie widać ślady w postaci owczych bobków. Po środku hali stoi mała drewniana bacówka, jest otwarta, wewnątrz jest piec i kilka miejsc do spania… kiedyś wypadałoby wrócić na nocleg w tym ładnym miejscu…😀 Przed bacówką robię sobie ponownie dłuższe posiedzenie by chłonąć ciszę górskiej natury. Roztacza się stąd ładna panorama aż po Babią Górę.











Czas opuścić jednak Halę Baranią, nie wracam jednak najkrótszą drogą do szlaku, ale postanawiam przejść przez całą polanę i wejść na czerwony szlak dalej, za Magurką Wiślańską. Na mapie były jakieś ścieżki, jednak gdy wchodzę do lasu kończą się, trochę po krzakach, po bagnisku, docieram do jakiejś kamienistej ścieżki która doprowadza mnie do szlaku. Idę teraz bezleśnym grzbietem Magurki Radziechowskiej ze skałkami. Przyświeca słońce, oświetla czerwone krzewy jagód i złote trawy, wokół widoczki na szczyty Beskidu Śląskiego i Żywieckiego, wieża na Skrzycznem chowa się chwilami w czarnych chmurach.






















Kolejnym moim przystankiem jest Hala Radziechowska rozległa polana z falującymi na wietrze żółtymi trawami. Na jej czubku, drewniana chatka, w kiepskim stanie. Przysiadam tutaj na chwilę, w dole przejeżdża quad z kilkoma wielkimi pełnymi wiadrami jagód. Gdy schodzę z hali, widzę całą rodzinę zbierającą jagody, czyli już wiem kto zapełnił owocami te wiadra.😁





Czerwony szlak wiedzie mnie przez Glinne (1034 m), i tu sytuacja z jagodami się powtarza bo mijam kilka osób i terenówkę pełną wiader. Szlak zaczyna stromo schodzić coraz bardziej słyszę odgłosy dolin – szum aut, trąbiący pociąg, ryk kosiarek, dolina Soły coraz bliżej. Przecinam budowę drogi ekspresowej S1 bezproblemowo.







Tuż za tym miejscem fort „Waligóra” jeden z 9 planowanych (5 zbudowanych) fortów obronnych Wojska Polskiego zbudowanych w dolinie Soły w celu zatrzymania niemieckiego wojska i ochrony Bielska i Krakowa przed nacierającym od strony Czechosłowacji Wermachtem. Fort ten brał udział 1-3 września 1939 r. w odpieraniu natarcia Wermachtu. W obronie uczestniczyło 1500 żołnierzy Wojska Polskiego, atakowało 17700 żołnierzy Wermachtu. Mimo ogromnej przewagi Niemców Wojsko Polskie odnosiło sukcesy w walce, jednak wraz z wyczerpaniem amunicji musiało się poddać. Szczegóły na zdjęciu z tablicą.👇👇



Stąd pozostaje mi już zejście do miasteczka Węgierska Górka, przechodzę przez Sołę, następnie ulicami miejscowości podążam na dworzec PKP, gdzie kończę wędrówkę. Stacyjka to budynek z 1884 r. podobna do wszystkich „galicyjskich” dworców w okolicy. Na tablicy informacyjnej znajduję jeszcze ciekawostkę, że mieszkańcy byli przeciwnikami budowy kolei, gdyż wiązało się to z zburzeniem kilku domów oraz przekonaniem, że parowozy napędzane są siłą nieczystą…



W Węgierskiej Górce wsiadam w pociąg, który wiezie mnie do Bielska Białej. W tym mieście mam ponad półtorej godziny na przesiadkę w pośpiecha. Postanawiam zatem ruszyć na spacer ulicami Bielska. Bielsko-Biała to zlepek dwóch miast funkcjonujący od 1951 r. z Bielska (początki miasta to koniec XIII w.) historycznie leżącego na Śląsku Cieszyńskim i Białej (pocz. miasta to koniec XVI w.) leżącej w Małopolsce. Idę ulicą Mickiewicza pośród pięknych zabytkowych, kamienic w kierunku Zamku Sułkowskich. Następnie wąskimi uliczkami wchodzę na Rynek. Dziś jest tu bardzo tłumnie, a pośrodku placu stoi scena, choć nic na niej się nie odbywa. Potem kręcę się jeszcze kilkoma uliczkami wokół rynku i katedry św. Mikołaja. Architektura Bielska zrobiła na mnie duże wrażenie, bardzo ładne miasto. Kilka ujęć kamienic i kolorowych fontann, czas ucieka, trzeba wracać na dworzec.


















Na peronie, gdy wracam stoi już pociąg do Świnoujścia, a lokomotywa manewruje po stacji. To czeskie wagony bo PKP IC, wypożycza na lato od kolei czeskich stare wagony, bo ma za mało swoich. 😉 Wsiadam więc do pociągu i zajmuje miejsce. Po chwili dosiadają się do przedziału z bagażami dwie starsze Panie. Uwagę ich zwraca mój plecak i koszulka z hasłem PTTK Prudnik, bo znają ten region i też chodzą po górach. Wywiązuje się więc miła dyskusja o wędrówkach górskich, odwiedzonych miejscach, planach na przyszłe podróże działalności PTTK-ów itp. Panie jadą na wczasy nad morze, ja tylko do Kędzierzyna. Tam opuszczam skład i stamtąd autem zabrany jestem do domu…              




I tak dwudniówka w Beskidzie Śląskim dobiegła końca, przez te dwa dni pokonałem łącznie 40 km. Był to mój samotny i bardzo spokojny wyjazd, którego celem w ogóle nie było nabijanie kilometrów, a jedynie odpoczynek i chłonięcie górskiego klimatu podziwiając widoki z hal czy spędzając miło wieczór w chatce studenckiej. Stąd wiele czasu poświęcałem na odpoczynki, takie wypady uwielbiam najbardziej, kiedy jest czas na wszystko.😊 Pogoda mimo swojej dynamiczności, też finalnie okazała się całkiem dobra, raz mnie co prawda zlało, ale największe deszcze i tak zastawały mnie w chatce, garażu, albo schronisku.😂 A po tych deszczach zaraz znów miałem świetną pogodę. Wyjazd ten sprawił też, że polubiłem piosenkę wędrowną, która do tej pory jakoś była mi obojętna. Sprawił, że jeszcze bardziej polubiłem chatki studenckie. Pozwolił też spojrzeć na Beskid Śląski z nieznanej dotąd perspektywy i pokazał, że te pasmo ma klimacik i potrafi zachwycić.      

KONIEC

5 komentarzy:

  1. Nie mam złudzeń, że przy kolejnej wizycie w BŚ konieczna będzie wizyta w szałasie na Hali Baraniej i chatce na Hali Radziechowskiej. Podczas przejścia GSB mijałem rzeczone lokale. Z podziękowaniem za zdjęcia wnętrza szałasu na Hali Baraniej. Impreza godna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki!
      Ja też chciałbym ponownie odwiedzić Halę Baranią i chatkę w opcji noclegowej. 😊 A co do chaty na Hali Radziechowskiej to w sierpniu była ona w kiepskim stanie, zapadnięta podłoga, śmieci, brak ścian i chyba dziurawy dach, więc to miejsce na nocleg raczej kiepskie.

      Usuń
  2. Jakoś w te tereny ciągnie mnie bardziej zimą, bo latem krajobraz jest nieco "księżycowy" przez brak drzew lub ich sterczące kikuty. Za to hale (Barania i Radziechowska) to był bardzo dobry pomył - te falujące trawy bardzo ładne!
    No i na Bielsko znalazłeś trochę czasu :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak trawy na halach przy wietrze są bardzo fotogeniczne, szczególnie o tej porze roku, gdy robią się już żółte. Mi obie hale się spodobały, bo ogólnie jestem fanem hal :P
      Zimą pewnie też by kiedyś przydało się tam zajrzeć, a co do sterczących "kikutów" to jakoś mi to bardzo nie rzucało się oczy, trochę było na odcinku Schronisko Przysłop - szczyt Baraniej, ale to już zarasta, są młode drzewka, krzewy jagód no i panoramy w dal. ;) Na przykład na szczycie Baraniej na wieży spędziłem tylko chwilę w celu obfotografowania, bo było mi tam za głośno (ludzie), więc zszedłem sobie z wieży na ten wielki wyręb i tam usiadłem pomiędzy jagodami, dopiero wtedy miałem okazję na spokojnie oglądać panoramę ;)
      Bielsko-Białą tak przy okazji, bo zawsze tylko byłem przejazdem przez to miasto. Teraz PKP stworzyło mi warunki. :D

      Usuń
  3. Hata na Hali Baraniej jest super miejscem. Jedynym minusem jest pięć, który dymi i po rozpaleniu w środku tworzy się specyficzny klimat wędzarni ;) Jednak sama miejscówka mega.
    Bardzo fajny klimat robiły te chmury.

    Beskid Śląski bardzo mi się spodobał, jak go już odkryłem. Jako ostatnie polskie pasmo Beskidów. Długo był przeze mnie niedoceniany.

    OdpowiedzUsuń