21 lipca 2020

Letni Śnieżnik i Trójmorski Wierch

Śnieżnik i Trójmorski Wierch z Międzygórza 
27 czerwca 2020 r. 

Coroczny Zimowy Rajd PTTK Prudnik na Śnieżnik za sprawą pandemii w tym roku odbył się latem. Zapisuję się więc na tą wycieczkę bo dawno nie było mnie gdzieś dalej niż w Górach Opawskich, a Śnieżnik jest jednym z najbardziej lubianym przeze mnie szczytem. 
O godz. 9 jesteśmy w Międzygórzu, autobus wysadza nas na końcu tej miejscowości w dolinie potoków Wilczka i Bogoryja. Ruszamy czerwonym szlakiem – Głównym Szlakiem Sudeckim. Trasa na tym odcinku 2 lata temu częściowo zmieniła przebieg. My idziemy starą, bardziej stromą i krótszą wersją szlaku, bo w głowach rodzi się nadprogramowa dwa razy dłuższa trasa rajdu. Stromo wspinamy się przez bór świerkowy, częściowo wycięty stokiem Średniaka, szybko osiągamy Halę Śnieżnicką ze schroniskiem.










Postanowiliśmy najpierw zdobyć wierzchołek, a wrócić tu później. Tak więc prawie bez zatrzymywania zielonym szlakiem zdobywamy wierzchołek Śnieżnika (1425 m) – najwyższy w polskich Sudetach Wschodnich. Jest ciepło, ale na szczycie wieje zimny wiatr. Pogoda dopisuje roztacza się dziś stąd rozległe i odległe widoki m.in. na Góry Opawskie, Jeseniky, Góry Bystrzyckie, Orlickie czy Góry Stołowe i Złote. Nad Jesenikami po nocnych opadach deszczu tworzą się mgły, chmury, które niesione są podmuchami wiatru dając piękne efekty! Stała tutaj kiedyś kamienna wieża widokowa z 1899 r. Chyba najładniejsza sudecka wieża w stylu gotyckim miała 33 metry wysokości i nosiła imię cesarza Wilhelma. Przylegała do niej też mniejsza wieża oraz mały budynek schroniska. Niestety zaniedbania po II wojnie doprowadziły ją do złego stanu technicznego, który był pretekstem do jej wysadzenia w 1973 r. Od kilku lat mówi się o odbudowie wieży. Współczesny projekt jest okropny, budowla szklano-metalowa przypomniana „blender”, rozstrzygnięto przetarg według którego wieża ma stanąć tu do jesieni 2021 r. Tymczasem Czesi w Górach Rychlebskich na szczycie Vetrov budują replikę starej kamiennej wieży ze Śnieżnika… Szkoda, że u nas nie pomyślano by nawiązać do starej wieży…





























 Ze szczytu schodzimy na czeską stronę do Źródła rzeki Morawy – uchodzącej w Bratysławie do Dunaju. Dalej jeszcze do kamiennego słonia - symbolu Śnieżnika postawionego w 1932 r., obok znajdują się ruiny schroniska , zbudowanego w 1908 r., nosiło imię księcia Lichensteina, było jednym z najnowocześniejszych schronisk w Sudetach, posiadało prąd, wodę, telefon i pocztę. Po II wojnie nie remontowano już obiektu, choć nadal służył turystom do 1968 r. W 1971 r. obiekt został zburzony, obecnie pozostały po nim tylko piwnice. Przy słoniu chwilę przystajemy, robimy zdjęcia, stąd też roztacza się piękny widok w kierunku Jeseników nad którymi „płyną” chmury i mgły.











 Tą samą drogą wracamy na szczyt Śnieżnika, a następnie schodzimy do schroniska, teraz postanowiliśmy tutaj odpocząć. Zamawiam naleśniki i piwo, siedzimy na zewnątrz przed schroniskiem. Historia drewnianego budynku na Hali Śnieżnickiej sięga 1871 r. kiedy powstała gospoda turystyczna. Później obiekt przebudowywano nazywając go "Szwajcarką". Do początku XXI w. w obiekcie nie było prądu, dziś prąd produkuje mała elektrownia wodna. Podczas odpoczynku podejmujemy decyzję, że mamy jeszcze sporo czasu i możemy znacznie wydłużyć sobie trasę. 


Ruszamy więc na południe zielonym szlakiem, za plecami zostawiając schronisko. Kiedyś tą trasą w całości szedłem już w odwrotnym kierunku, ale zimą przy trudnych warunkach, innym razem pokonywałem też jej fragment. Wspinamy się na Mały Śnieżnik (1337 m), będącym drugim co do wysokości szczytem masywu Śnieżnika, po drodze zza drzew ukazuje się schronisko na Hali Śnieżnickiej w dole. Odnajduje wierzchołek Małego Śnieżnika z tabliczką poza szlakiem, zaliczany jest do odznaki Tysiączniki Ziemi Kłodzkiej.









 Wracam na szlak, teraz wędruje ścieżką pośród niewielkiego świerkowego lasu i soczyście zielonych jagód. Po chwili kolejny wierzchołek – Goworek (1320 m), także zaliczany do tysięczników. Są na nim ciekawe skałki nazywane Granicznymi Skałami z widokiem na Kotlinę Kłodzką i Góry Bystrzyckie/Orlickie. Przypomina mi się, gdy 5 lat temu zimą ze znajomym szukaliśmy szczytu Goworka i zapadaliśmy się po pachy w śniegu… a szliśmy nawet i na czworaka. Dziś nie było takiego problemu… :D



















 Ruszamy dalej, schodzimy na Przełęcz Puchacza, tutaj za niedługo wrócimy, ale musimy zdobyć jeszcze Trójmorski Wierch. Po krótkiej przerwie ruszamy, dalej wzdłuż granicy szlakiem grzbietowym, osiągamy jeszcze szczyt Puchacza (1190 m), a następnie zdobywamy Trójmorski Wierch (1145 m), ostatni cel naszej dzisiejszej wycieczki. Nazwa góry nawiązuje do tego, że jest ona jedynym w Polsce działem trzech mórz jednym z sześciu miejsc w Europie: na zachodnich zboczach ma swoje źródło ma Nysa Kłodzka w zlewisku Morza Bałtyckiego, z południowo-wschodniego zbocza spływa Lipkovský potok, dopływ Cichej Orlicy) w zlewisku Morza Północnego, a u stóp wschodniego zbocza znajduje się dolina Morawy w zlewisku Morza Czarnego. Inna nazwa góry – Klepacz ma zaś nawiązywać do odgłosów wydających w czasie wiatru skał, które pokrywają gołoborze na szczycie. Na Trójmorskim znajduje się też 25 metrowa, drewniana wieża widokowa postawiona w 2009 r. Nie jest już w najlepszym stanie, podobno niebawem ma być remontowana. Wchodzimy na wysoką konstrukcję z rozległą panoramą na: Masyw Śnieżnika, dolinę Morawy i Ścieżką w Obłokach, Góry Orlickie, Góry Bystrzyckie oraz Kotlinę Kłodzką. Na tarasie robimy też dłuższy odpoczynek, siadamy, jemy i podziwiamy widoki.
























 W końcu jednak musimy ruszać, wracamy więc na Przełęcz Puchacza, wychodzą ciemne chmury… będzie padać?




 Z Przełęczy Puchacza wybieramy żółty szlak. To trasa biegnąca przez las kamienistą drogą, raczej bez widoków, pełno tu cieków wodnych, źródełek, aktywnych po ostatnich deszczach. Później przecinamy nowe rowerowe singletracki Glacensis, otwarte w tym roku. Końcówka szlaku to przejście przez przysiółek Jaworek Górny, trochę widoków, stare sudeckie domy. W końcu osiągamy Międzygórze gdzie kończymy naszą wycieczkę. Długość trasy to 29 km.














Dzień w Masywie Śnieżnika dobiegł końca, ominęły nas burze, nie doskwierał także upał, choć trochę się opaliłem. Była to świetna wycieczka z pięknymi widokami. Lubię wracać w Masyw Śnieżnika kolejny raz chciałbym tu być jeszcze tego lata, ale wejść na szczyt bardzo niecodzienną trasą. Zobaczymy czy plan się uda… 😊

Identyczną trasę do tej, tylko w odwrotnym kierunku i warunkach zimowych robiłem w 2016, może kogoś zainteresuje relacja: LINK

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza