XX Prudnicki Maraton Pieszy

20 Prudnicki Maraton Pieszy
10 września 2022 r. 
Miało być deszczowo, ponurno, zimno, mgliście…. było słonecznie, całkiem ciepło, z pięknymi widokami i mgiełkami o poranku w dolinach. Było też trochę chmur, krótki deszcz i niemrawa burza, a po wszystkim na niebie pojawiła się tęcza.😁 Po za tym najdłuższa trasa Prudnickiego Maratonu Pieszego to 50 km wędrówki przez Góry Rychlebskie i Góry Opawskie urokliwymi szlakami z pięknymi panoramami, skalnymi punktami widokowymi czy wsie z drewnianą zabudową. Kilka porządnych podejść, z łączną sumą 1900 m w górę, w tym trzy solidne podejścia wyciskające poty.

Pierwsze edycje rajdu odbyły się już w latach 1987-1989 r. od tego czasu z dłuższą przerwą, trwającą kilkanaście lat (ponownie od 2006 r.) wędrowcy przemierzają szlaki Gór Opawskich, czeskich Jeseników i Gór Rychlebskich podczas Prudnickiego Maratonu Pieszego, który od początku organizowany jest przez PTTK Prudnik. Idea rajdu od zawsze jest niezmienna bo uczestnik wybiera jedną z czterech tras w tym roku o długościach: 13, 22, 27 km oraz koronnej 50 km otrzymuje mapę i rusza w teren, po drodze musi spodziewać się kilku punktów kontrolnych. Krótsze trasy biegną w „prudnickiej” części Gór Opawskich, zahaczając o nieodległy Jindrichov. Trasa koronna 50 km by nie było nudno przebiega każdego roku inaczej i przechodzi przez znacznie większy obszar górski zahaczając o sąsiednie Górom Opawskim pasma. Najczęściej ruszamy też z zupełnie z innego miejsca niż Prudnik, a na start dowożeni jesteśmy autobusami by po przejściu kilku solidnych masywów powrócić do miasta. W tym roku za punkt początkowy obrano parking obok Jaskiń na Pomezi w pobliżu Jesenika. 
Przebieg trasy 50 km: Jeskyně Na Pomezí - Medvědí kámen - Studniční vrch - Krajnik - Česká Ves - Čertovy kameny - Zlatý chlum - Rejviz - Zlatorudné mlýny - Zlate Hory - Biskupia Kopa - Przełęcz pod Zamkową Górą - Wieszczyna - Długota - Dębowiec – Prudnik
Tuż po godzinie 5 ruszamy autobusami z Prudnika na start, który znajduje się koło Jaskiń na Pomezi w pobliżu Jesenika. Na miejscu jesteśmy po godz. 6, krótka przemowa organizatora, wspólne pamiątkowe zdjęcie i ruszamy w trasę. Nie pada! Przez chwilę asfaltem lekko w dół, potem odbijamy na leśną drogę, przekraczamy tory i rozpoczynamy wspinaczkę zielonym szlakiem. Dość stromo, więc rozgrzewka tym razem jest bardzo szybka, ale jest chłodno i wilgotno, las przyjemnie pachnie deszczem. Słońce już wstało, ale ukryte jest na razie w chmurach, jednak przejrzystość jest bardzo dobra. Z przecinek doskonale widać Jeseniki.




 W końcu docieramy na Medvědí kámen (907 m), kilkadziesiąt metrów od szlaku znajduje się punkt widokowy na skałach. Większość uczestników go minęła… Wchodzę na skały a tam wita mnie niesamowita panorama. Ze skał nad przepaścią doskonale widoczne są Jeseniki: masyw Kerpnika i Seraka oraz Góry Rychlebskie: Smrk, Kowadło. Zielone góry oświetlone są porannymi promieniami słońca o ciepłej barwie, w dolinach zalegają mgiełki, w chmurach skryte są także dalsze szczyty. Doskonale widać też pobliskie kamieniołomy. Pięknie tutaj, sycę oczy widokiem, robię zdjęcia. 😍 Spędzam tutaj bardzo dużo czasu… tak wszyscy zdążyli mnie już wyprzedzić, zostałem ostatni. Nie spodziewałem się takich widoków o poranku, przecież miało padać! 😆













 Ruszam, trzeba podgonić uczestników, słońce pnie się coraz śmielej w górę, chmury znikają, promienie zaglądają w ciemne zakamarki lasu, runo paruje. W okolicy szczytu Na Radosti doganiam pierwsze osoby i z przecinki znów widok. Tym razem szeroka panorama na Jeseniki z Pradziadem po środku i poszarpanymi mgłami w dolinach. 😍I jak tu gonić resztę skoro jest tak pięknie?!😅









 Podążam dalej, zmieniam kolor szlaku na żółty i wschodzę na Studniční vrch (992 m), najwyższy szczyt jednego z masywów Gór Rychlebskich. Siostra na mnie poczekała i odtąd idziemy już razem. Schodzimy w dół, z przecinek zaś widoki, zbliżamy się do jesenickiego uzdrowiska o czym świadczy mnogość obmurowanych źródełek i ścieżek spacerowych, o pomyłkę i zejście na niewłaściwy szlak tutaj bardzo łatwo.







 Wchodzimy na niebieski szlak docieramy do Heckelovych Skał. Tutaj znów ze skalnego punktu widokowego roztacza się piękna panorama na Jeseniki, w dolinach unoszą się mgiełki, widać miasto Jesenik, Dolinę Białej Głuchołaskiej, wyżej budynek jesenickiego uzdrowiska i górujący ponad nim Pradziad. Mimo, że jest wrzesień i widać już parę żółtych listków, zieleń jest soczysta jak wiosną. Pięknie, a przecież miało padać! 😍










 Spędzamy dłuższą chwilę na skale, w końcu ruszamy dalej, z kolejnej „vychlidki” znów widok na dolinę, Jesenik i Pradziad. Po drodze wchodzimy jeszcze na chwilę w mgłę, promienie słoneczne przebijające się przez drzewa i mgłę dodają uroku.😊





 Zdobywamy szczyt Krajnika, tuż za nim kolejny punkt widokowy na skale. Tym razem jednak panorama jest w drugą stronę na północ, a więc w Dolinę Białej Głuchołaskiej, Biskupią Kopę i opolskie równiny ukryte jeszcze chyba we mgle. Następnie schodzimy, mijamy drewnianą kapliczkę odbudowaną kilka lat temu. Na wieży wisi dzwon, jest sznurek, więc nie zawahałem się go użyć. 😅




 Mijam źródełko gdzie uzupełniam wodę, zaliczam też glebę przez gałęzie po ścinkach, na szczęście miękką i wychodzimy na łąki. Ścieżką przez miedzę pomiędzy pastwiskami, podążamy w Dolinę Białej Głuchołaskiej, obok pasą się owce. Jesteśmy w Českej Vsi, tutaj obok cmentarza pierwszy punkt kontrolny. Potwierdzenie, łyk wody i ruszamy dalej, przechodzimy przez wieś przed nami stroma sylwetka Zlatego Chlumu, tam za chwilę będziemy się wspinać, zatem po przekroczeniu Białej Głuchołaskiej żegnamy Góry Rychlebskie, witamy Góry Opawskie, w których będziemy już do końca dzisiejszej wędrówki. 









Niebieskim szlakiem rozpoczynamy wspinaczkę pod Zlaty Chlum czyli drugie solidne podejście na trasie, im jesteśmy wyżej tym coraz więcej skał okazałej wielkości. Krążymy więc pośród nich, na jednej z nich zarośnięty punkt widokowy, wyżej Čertovy kameny z punktem widokowym z łańcuchami i drabinkami, niestety obecnie nieczynnym z powodu złego stanu łańcuchów (stamtąd też jest piękna panorama!). Za restauracją obok skał rozpoczynamy finałowe podejście pod Zlaty Chlum, tu robi się już bardzo bardzo stromo, dostaję ogień w nogach bo nie lubię tego podejścia i chce żeby szybko się skończyło. Doganiam sporo osób, ale pod wieżą przerwa. Na Zlatym Chlumie od 1899 r. stoi okazała zabytkowa 25 metrowa kamienna wieża widokowa. Co ciekawe nie stoi dokładnie na wierzchołku (na wys. 875 m, szczyt ma 891 m), bo budowniczowie nie dogadali się z właścicielem lasów.













 Po przerwie zmieniamy kolor szlaku na czerwony i udajemy się w kierunku Rejvizu. Schodzimy, po drodze pokonując jeszcze Bile Skaly, podążamy przez tereny po niedawnych masowych wycinkach świerków. W większości gołe stoki zdążyły zarosnąć już trawą, pokazały się nowe perspektywy widokowe. Z boku mamy Jeseniki schowane częściowo w chmurach, a za plecami Góry Rychlebskie, masywy, gdzie już dziś szliśmy, nad nimi wyłażą czarne chmury.







Widać już metę - Prudnik, do którego jeszcze 30 km


 Docieramy do Rejvizu, urokliwie położonej wsi na płaskim grzbiecie na wys. 755 m. Miejscowość posiada ładną drewnianą zabudowę, w centrum wsi kościół Maryi Panny z 1808 r. Podążamy przez całą wieś asfaltówką, następnie schodzimy z niej i zielonym szlakiem podążamy w Dolinę Oleśnicy.


















 Jesteśmy przy skansenie górnictwa złota Zlatorudne Młyny. W okolicy miasteczka górniczego drugi punkt kontrolny. Tym razem na wypasie bo z małym upominkiem, chlebem ze smalcem, słodkimi rogalikami z marmoladą i tajemniczym eliksirem na odciski.😛 Tutaj więc trzeba dłużej odpocząć i nabrać siły na kolejną połowę trasy.







(fot. Andrzej Dereń)
 Najedzeni, posileni ruszamy, na niebie od zachodu coraz więcej chmur, podążamy zielonym szlakiem do Zlatych Hor. Przechodzimy przez stację kolejową ze starymi wagonami i pianinem na peronie, z którego popłynęła muzyka. Czekasz na pociąg, albo idziesz trasą, możesz sobie pograć.😅 Schodząc do rynku w Zlatych Horach zaczyna padać, ale idziemy dalej bo zaraz wchodzimy w las.







 Teraz przed nami trzecie najtrudniejsze podejście na trasie, na Biskupią Kopę, a jakże. Mając już około 30 km w nogach pokonuję się tutaj niemal 500 m w górę na dystansie 3 km. Po drodze mijamy dużą barokową kaplicę św. Rocha z 1661 r. postawioną jako wotum dziękczynne po ustaniu zarazy będącą jednocześnie świadkiem potężnych bitew prusko-austriackich z 1759 i 1779 r. w tym miejscu zakończonych porażką Prusaków. Wyżej zaś wystają pokaźne skały zwane Mnichův kámen. Dziś jest chłodno, a dodatkowe chłodzenie mamy z góry bo deszcz rozpaduje się na dobre i pada coraz intensywniej. W końcu muszę narzucić też płaszcz, odzywa się też kilka razy burza… kurcze no jednak pada. Podejście idzie całkiem sprawnie, idę szybko by najgorsze mieć za sobą… no i przestaje padać, płaszcz chowam do plecaka. 😁




 Na szczycie Biskupiej Kopy pod kamienną wieżą z 1898 r. robimy tradycyjną długą przerwę na odpoczynek i piwo. Po wysiłku się należy! 😜 Świeci już słońce! Po deszczu tym długotrwałym i ulewnym zapowiadanym w prognozach…


 
Teraz będziemy poruszać się już polskimi szlakami. Z Kopy schodzimy czerwonym w kierunku Przełęczy Mokra, na niebie ponad Srebrną Kopą pojawia się tęcza! 😊






 Dalej podążamy przez Plac Habla na Przełęcz pod Zamkową Górą, Stąd niebieskim szlakiem obok Grobu Czarownicy, przez Las Rosenau kierujemy się do Wieszczyny, deszcz jeszcze kilka razy straszy, ale idziemy pod drzewami, więc do nas praktycznie nie dociera.










 Z tej wioseczki ostatnie podejście na trasie, stromo choć krótko podchodzimy na Długotę (457 m) i schodzimy do Dębowca. Stąd już leśną drogą podążamy do Prudnika na metę, która po raz kolejny znajduje się na łowisku „U Pietruchy” przy ul. Łuczniczej.


Na mecie zjawiam się po 50 km wędrówki w czasie 12 h 6 min, a więc znów dość późno. Ponownie na trasie zbytnio mi się nie śpieszyło, szczególnie w pierwszej części gdy pochłonąłem się w podziwianiu i fotografowaniu krajobrazów o poranku. Potem trochę nadrabiałem straty, ale gdy dogoniłem część osób znów zwolniłem. Szedłem już stałym tempem z tymi samymi osobami, skupiając się bardziej na rozmowach niż zdjęciach. Czasy gdy wykręcałem dobre czasy na tego typu rajdach chyba się już skończyły, po prostu wolę wolniej, więcej podziwiać, rozmawiać, ronić zdjęcia.

(fot. Andrzej Dereń)
Kolejna, świetna i można powiedzieć jubileuszowa 20 edycja Prudnickiego Maratonu Pieszego przeszła do historii. Impreza wraz z Rajdem Prudnik - Pradziad to już stała pozycja w moim kalendarzu wycieczek, na której zawsze spotka się znajome twarze, rozmawia się godzinami o tym i tamtym poznaje nowych ludzi i czerpie radość z wędrówki podziwiając panoramy.😊 Dopisała też pogoda, która spłatała figla meteorologom, miło podobno lać cały dzień… a na padało 20 min.😂 Było dużo słońca, bardzo dobra przejrzystość, trochę chmur, mgły w dolinach o poranku i idealna na wędrówki temperatura.

Zatem wędrówka ponownie była czystą przyjemnością, organizatorzy zadbali też o uczestników by po drodze i na mecie nie być głodnym, znaleźli też odcinki trasy, którymi piechurzy PMP jeszcze nie wędrowali.



Prudnicki Maraton Pieszy ma dla mnie także szczególne znaczenie gdyż tutaj stawiałem pierwsze kroki w poważniejszych wędrówkach górskich. To właśnie tutaj rodziła się moja pasja do Gór Opawskich wędrówek i gór w ogóle! 😍 Pierwszy raz pojawiłem się na nim w 2008 r. Wówczas mając 10 lat rodzinnie wybraliśmy trasę 20 km zachwycając się okolicami Prudnika. Dwa lata później podniosłem poprzeczkę wybrałem 50 km i tak zostało do dziś. To już 15 lat wędrówek trasami PMP! 😊

Z powodu fatalnych prognoz pogody w tym roku w całym maratonie wzięło udział mniej osób niż w latach poprzednich, około 400. Na trasę 50 km ruszyło ponad 120 osób. 
Portal "Góry Opawskie" od lat sprawuje patronat nad wydarzeniem. 

WSZYSTKIE ZDJĘCIA: LINK
RELACJA I ZDJĘCIA TYGODNIKA PRUDNICKIEGO: LINK

Trasa na mapie:

Do zobaczenia za rok!

Relacje z poprzednich edycji:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © Góry Opawskie , Blogger